Paweł Antoni Baranowski; „Larwa”


Larwa


Gdy się przedarła fałszu szmata,
gdy zaufanie próchnem pękło,
przejrzało lustro spod osadu
i zrozumienie się wylęgło,
jakby żarłoczną larwą podłą,
co mogła zmienić się w motyla,
ale – tym razem – pozostała
zmorą podstępną i potworną.

I nim zdążyłem się osłonić
uczucia mego parasolem,
nim nadążyłem furtkę zamknąć
między miłością a rozumem,
larwa zaczęła – „całą prawdą”
niszczyć uczucia i marzenia,
nie bacząc, że – miłością żyjąc –
nie potrzebuję „zrozumienia”!

Nawet musiałem się ukrywać!
W kościelnej przesiadywać nawie!
Często – unikać sytuacji,
w których wyłazi larwa na wierzch.
Ale... wylazła i gadała.
I mi dowiodła bardzo szybko,
że – z mym uczuciem – jestem błaznem!
A moja Miła – „zwykłą dziwką”?

Wnet to pojąłem, że w tym świecie
na „zrozumienie” nie ma broni;
Nawet mnie woda nie ukryje,
ani mnie ziemia nie osłoni –
choćbym je błagał o ratunek
w imię miłości niespełnionej…
Przed larwą nie skapituluję!
Od dzisiaj – mawiam:
wiem
że... czuję...

Paweł Antoni Baranowski   2007

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Paweł Antoni Baranowski; "Dzień pocałunków" - próba powrotu do uczuciowości i estetyki poezji romantycznej.

Paweł Antoni Baranowski; Ta chwila...