Może coś a'la maniere Cyprian Kamil Norwid?

Od dzieciństwa, a w każdym razie od czasów szkolnych fascynowała mnie twórczość Cypriana Kamila Norwida, jego oryginalny, specyficzny styl.
Norwid nie miał szczęścia, bo chyba nie trafił na szczęśliwe czasy; nie został zrozumiany ani doceniony przez swoje pokolenie, a raczej uważano go za dziwaka. Miał szlacheckie pochodzenie po ojcu (herbu Topor), a po matce – pokrewieństwo z królem Janem III Sobieskim. Był wszechstronnie utalentowany i to bynajmniej nie tylko literacko, a jednak całe swoje życie borykał się z niedostatkiem, biedą, brakiem zrozumienia i uznania. Próbował znaleźć swoje miejsce na emigracji; we Włoszech, Ameryce, we Francji, niestety — bez trwałego powodzenia. Nie zaznał szczęścia także w miłości, aż wreszcie przyjaciele umieścili go w Domu (opiekuńczym) Św. Kazimierza w Ivry, na dalekich peryferiach Paryża, gdzie – chory na gruźlicę, przepełniony zawodem i rozpaczą, zmarł samotnie w maju 1883 roku. Został na wiele lat zapomniany, a większą część jego rękopisów zaraz po śmierci spalono.
Smutna to postać; jakby zawieszony pomiędzy klasycyzmem a romantyzmem, zaliczany do nowego nurtu – tzw. parnasizmu; człowiek z przełomu epok, właściwie do niczego i nikogo wówczas wystarczająco dobrze niepasujący i dlatego przez wszystkich odtrącony, zlekceważony. Jego dzieła — przynajmniej w zachowanej jeszcze lub dającej się odtworzyć części — zostały uratowane dzięki pasjonatom, którzy zrozumieli ich ważność dopiero wiele lat później a pozostałe, odnalezione jeszcze utwory, po raz pierwszy jako „dzieła wszystkie” - wydano dopiero kilka miesięcy przed wybuchem wojny. (II WS.)
Norwid w swojej twórczości wytworzył bardzo oryginalny, intelektualno-filozoficzny styl, niezwykle atrakcyjny i charakterystyczny, dowodzący wielkiego rozwoju duchowego i wielkiej erudycji. Także —  szczególnego podejścia do człowieczeństwa, które od zawsze nierozerwalnie kojarzyło mi się z Ewangelią, z wiarą.

Kiedyś, w jakiejś pogrążonej w ciszy i samotności chwili, które nie zdarzają się nam dość często, postanowiłem spróbować naśladować styl Norwida z jego prozy, poematów, jak słynna „Garstka piasku”, oczywiście jako hołd dla niego, ale do jakiego stopnia to się udało – to już szanowny czytelniku sam możesz ocenić...

Paweł Antoni Baranowski

Cyprian Kamil Norwid

Kiedy zachciało mi się coś uczynić – zasiadłem do pisania, aż tu nagle wpadł do mnie promyk złoty. Przez okno wpadł zamknięte, jak to promyki zawsze praktykują, od kiedy Słońce jest i świeci, korzystając, iż przesłonięte dokładnie nie było grubą moją brokatową zasłoną.
Wrzucił on cieplutką i wibrującą jaskrawo plamę kolorową, milutką i radosną, na szary mój stół i na beżową na nim serwetę. Tak więc owa plamka – na kawę wpadła właśnie zaparzoną, na papier do pisania jeszcze całkiem biały, bo niezabrudzony pismem i na moje padła zimne od starości ręce…
Chciałem już pisać, ale szkoda mi było, nie śmiałem rąk cofnąć od ciepła i jasności cudownej przechadzającej się wolno po stole; rad bardzo byłem i jasności tak niespodziewanej w tej szarości mojej codziennej, i tego pocałunku ciepłego odczuwanego przez dłonie i tak trwałem cierpliwie z przymkniętymi oczyma, bez ruchu, czekając tak długo, aż się plamka sama zsunie z rąk moich…
Że mi radość uczyniła to oczywiste, ale — pomyślałem niespodziewanie: cóż tam ja; może to jej potrzeba trochę szarości tego najzwyklejszego stołu mojego — w oszałamiających, tęczowych kolorach jej świata; może to raczej jej potrzeba nieco goryczy tej zwykłej kawy mojej — w otaczającej ją przesłodkiej jasności; może to ona właśnie tak bardzo pragnie nieco chłodu rąk moich, tak jak ja — jej ciepła i tak nawzajem radość odczuwamy z tego samego…
Dlatego właśnie nie cofnę rąk, nie dosunę zasłony i tak czekać będę cierpliwie, aż się plamka ta złota nasyci tym wszystkim, czego jej potrzeba, a i ja przecie przy okazji rozkoszować się będę w duchu jej cudowną jasnością, ciepłem i słodyczą — w tym samym czasie.
Czasie, którego mi nie szkoda, który żadną miarą zmarnowany nie będzie...

Paweł Antoni Baranowski

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Paweł Antoni Baranowski; "Dzień pocałunków" - próba powrotu do uczuciowości i estetyki poezji romantycznej.

Paweł Antoni Baranowski; Ta chwila...