Punkty dodatkowe; wiersz „Błagam!”
Kiedyś, dawno temu, ale jak widać nie aż tak dawno, żeby to nie mogło się powtórzyć, tak zwana „władza ludowa”, czyli mówiąc wprost – komuniści, stwierdzili, że jest i narasta znaczna dysproporcja pomiędzy ilością absolwentów wyższych uczelni pochodzących z rodzin chłopskich a tymi z rodzin mieszczańskich. Coraz trudniej było dostać się na studia i ukończyć je. Uwidaczniało się to już na etapie rekrutacji, obowiązkowych egzaminów wstępnych na studia, co nasuwało przypuszczenie, że problem nie dotyczy samego przebiegu studiów.
Konkretnie – dużo mniej kandydatów ze wsi zdawało te egzaminy wstępne i zostawało studentami, mniej niż w grupie kandydatów z większych miast. Diagnoza była oczywista; chodzi o zupełnie inne warunki życia, rozwoju, nauki w szkole powszechnej i średniej, dostępu do wiedzy, literatury, mediów, także podstawowego rozwoju na etapie już od oseska, bo przecież wszystkie te same trudności i warunki dotyczyły także ich rodziców a często też dziadków.
Jak poradziła sobie z tym władza?
Zrównanie warunków życia, nauki, pracy, warunków rozwoju osobistego – zapewne rozwiązałoby ten problem, ale tego właśnie władza zrobić nie potrafiła, a i prawdopodobnie także nie chciała. Cóż jednak począć, kiedy w tym przypadku obiektywna rzeczywistość dowodziła, że nie ma „równości”, czyli podstawowej wyimaginowanej, urojonej wartości dla każdego komunisty. Trzeba wprowadzić równość!
Władza, zamiast po prostu poprawić warunki życia i rozwoju na wsi, znalazła inne wyjście. Każdy kandydat na studia był komisyjnie odpowiednio punktowany, bo komuniści uwielbiają komisje i punkty. O przyjęciu na studia oficjalnie decydowała suma zebranych punktów, głównie za wyniki na poziomie maturalnym, ważne osiągnięcia pozaszkolne oraz za wyniki egzaminu wstępnego. Stąd pomysł, by kandydatom ze wsi komisja po prostu doliczała "z urzędu" pewną liczbę punktów, by zrekompensować im gorsze warunki życia i rozwoju, by łatwiej im było konkurować o miejsce z tymi "miastowymi". Te dodatkowe punkty "w prezencie" nazywano właśnie „punktami za pochodzenie”.
Komuniści szydzili też z wiary i z każdego, kto przyjmował informacje wynikające z podstaw wiary, z Biblii, a szczególnie z każdego, kto wierzył, że świat i człowiek został stworzony przez Boga, zwanego przez to Stwórcą. Oni wierze przeciwstawiali naukę, niby rzekomo opartą na ścisłych zasadach matematyki, fizyki, logiki, za swój sztandar mając teorię ewolucji Darwina i następców, uznawaną za zaprzeczenie aktu stworzenia i samego istnienia Stwórcy wszystkiego, co jest.
Jeśli więc przez porównanie uznać „wyznawców nauki” za odpowiednik „kandydatów ze wsi”, to być może także dostawali oni jakieś „punkty dodatkowe” za swoją wiarę w to, że człowiek „pochodzi od małpy”, która ewoluowała, a nie został stworzony jako Adam i Ewa. Można to nazwać „punktami dodatkowymi” za bycie komunistą? To oczywiście tylko jeden z aspektów sprawy, ten bardziej zabawny.
Poza nim jest jeszcze kwestia odpowiedzialności za życie. Przyszło mi na myśl, że każdy z nas będzie musiał kiedyś zdać sprawę z wartości swojego życia; czy udoskonaliliśmy w nim swoje człowieczeństwo, na przykład na wzór tego, co nauczał Jezus lub wielcy humaniści i filozofowie naszych czasów. Czy udoskonaliliśmy swoją miłość, na wzór tego, co przedstawia Ewangelia lub co o niej pisał Apostoł Paweł w swoich listach, dając świadectwo nauki Jezusa? Czy napisanie nawet wielu wierszy posuwa nas do przodu w tym rozwoju? Czy będzie dowodem i świadectwem naszego człowieczeństwa, gdy staniemy przed tym, który wie, wie wszystko?
Tak właśnie rozmyślając, napisałem kiedyś wiersz.
Błagam!
Konkretnie – dużo mniej kandydatów ze wsi zdawało te egzaminy wstępne i zostawało studentami, mniej niż w grupie kandydatów z większych miast. Diagnoza była oczywista; chodzi o zupełnie inne warunki życia, rozwoju, nauki w szkole powszechnej i średniej, dostępu do wiedzy, literatury, mediów, także podstawowego rozwoju na etapie już od oseska, bo przecież wszystkie te same trudności i warunki dotyczyły także ich rodziców a często też dziadków.
Jak poradziła sobie z tym władza?
Zrównanie warunków życia, nauki, pracy, warunków rozwoju osobistego – zapewne rozwiązałoby ten problem, ale tego właśnie władza zrobić nie potrafiła, a i prawdopodobnie także nie chciała. Cóż jednak począć, kiedy w tym przypadku obiektywna rzeczywistość dowodziła, że nie ma „równości”, czyli podstawowej wyimaginowanej, urojonej wartości dla każdego komunisty. Trzeba wprowadzić równość!
Władza, zamiast po prostu poprawić warunki życia i rozwoju na wsi, znalazła inne wyjście. Każdy kandydat na studia był komisyjnie odpowiednio punktowany, bo komuniści uwielbiają komisje i punkty. O przyjęciu na studia oficjalnie decydowała suma zebranych punktów, głównie za wyniki na poziomie maturalnym, ważne osiągnięcia pozaszkolne oraz za wyniki egzaminu wstępnego. Stąd pomysł, by kandydatom ze wsi komisja po prostu doliczała "z urzędu" pewną liczbę punktów, by zrekompensować im gorsze warunki życia i rozwoju, by łatwiej im było konkurować o miejsce z tymi "miastowymi". Te dodatkowe punkty "w prezencie" nazywano właśnie „punktami za pochodzenie”.
Komuniści szydzili też z wiary i z każdego, kto przyjmował informacje wynikające z podstaw wiary, z Biblii, a szczególnie z każdego, kto wierzył, że świat i człowiek został stworzony przez Boga, zwanego przez to Stwórcą. Oni wierze przeciwstawiali naukę, niby rzekomo opartą na ścisłych zasadach matematyki, fizyki, logiki, za swój sztandar mając teorię ewolucji Darwina i następców, uznawaną za zaprzeczenie aktu stworzenia i samego istnienia Stwórcy wszystkiego, co jest.
Jeśli więc przez porównanie uznać „wyznawców nauki” za odpowiednik „kandydatów ze wsi”, to być może także dostawali oni jakieś „punkty dodatkowe” za swoją wiarę w to, że człowiek „pochodzi od małpy”, która ewoluowała, a nie został stworzony jako Adam i Ewa. Można to nazwać „punktami dodatkowymi” za bycie komunistą? To oczywiście tylko jeden z aspektów sprawy, ten bardziej zabawny.
Poza nim jest jeszcze kwestia odpowiedzialności za życie. Przyszło mi na myśl, że każdy z nas będzie musiał kiedyś zdać sprawę z wartości swojego życia; czy udoskonaliliśmy w nim swoje człowieczeństwo, na przykład na wzór tego, co nauczał Jezus lub wielcy humaniści i filozofowie naszych czasów. Czy udoskonaliliśmy swoją miłość, na wzór tego, co przedstawia Ewangelia lub co o niej pisał Apostoł Paweł w swoich listach, dając świadectwo nauki Jezusa? Czy napisanie nawet wielu wierszy posuwa nas do przodu w tym rozwoju? Czy będzie dowodem i świadectwem naszego człowieczeństwa, gdy staniemy przed tym, który wie, wie wszystko?
Tak właśnie rozmyślając, napisałem kiedyś wiersz.
Błagam!
Nie, nie!
Ja – dziękuję!
Stanowczo
nie potrzebuję
punktów dodatkowych
za pochodzenie
od małpy.
Obarczony tęsknotą,
samotnością otruty –
szukam bezustannie
daremnym pragnieniem
zrozumienia,
uczucia,
aprobaty.
Oszukany urodzeniem
błądzę bez celu –
odtrącony podle.
Na oślep idę,
myślami szepcząc
nienarodzonych wierszy
słowa niezliczone.
Czy będą one
wystarczającym dowodem?
Jak hasło dostępu?
Modlitwa?
Usprawiedliwienie?
Zaklęcie?
Przeklęcie:
...Człowiekiem jestem...
Na pewno.
Jestem człowiekiem
...jeszcze...
Panie, odwróć ode mnie
ten kielich.
Błagam Cię; pomóż mi.
Choć nie – co ja,
ale – co Ty!
Ja – dziękuję!
Stanowczo
nie potrzebuję
punktów dodatkowych
za pochodzenie
od małpy.
Obarczony tęsknotą,
samotnością otruty –
szukam bezustannie
daremnym pragnieniem
zrozumienia,
uczucia,
aprobaty.
Oszukany urodzeniem
błądzę bez celu –
odtrącony podle.
Na oślep idę,
myślami szepcząc
nienarodzonych wierszy
słowa niezliczone.
Czy będą one
wystarczającym dowodem?
Jak hasło dostępu?
Modlitwa?
Usprawiedliwienie?
Zaklęcie?
Przeklęcie:
...Człowiekiem jestem...
Na pewno.
Jestem człowiekiem
...jeszcze...
Panie, odwróć ode mnie
ten kielich.
Błagam Cię; pomóż mi.
Choć nie – co ja,
ale – co Ty!
Paweł Antoni Baranowski 2003

Komentarze
Prześlij komentarz