Paweł Antoni Baranowski: Słówko o wierszach: wiersz "Tajemnica"
04-11-2024
Gdy pracują już maszyny drukarskie, by wyprodukować mój tomik "Dzień pocałunków", jest teraz chwila oczekiwania, w której można wspomnieć o wierszach, które się w nim nie znalazły.
Tomik ten zawiera autorski, czyli absolutnie subiektywny wybór wierszy, by przekazać pewne przesłanie skierowane do czytelnika. Te wiersze składają się w pewien ciąg, pewną całość. Jakie jest to przesłanie — to już wkrótce czytelnik będzie mógł sam stwierdzić. Lecz to nie są jedyne wiersze.
Jednak wierszy nie da się zaprogramować tak choćby, jak tę stronę HTML; wiersze powstają spontanicznie a czasem wręcz "rodzą się", nieraz zaskakująco związane z doraźnym życiem, jego aktualnymi okolicznościami.
Często zdarza mi się coś, co nazywają "olśnieniem", gdy podświadomość bez naszej wiedzy i woli pracowicie przetwarza wszelkie, także te nie w pełni uświadomione informacje i odczucia, by wreszcie wyrzucić z siebie jakieś rozwiązanie, wniosek, puentę; nagle, o zaskakującej porze i w nieprzewidywalnych okolicznościach. Bywa to bardzo często nocą, podczas zasypiania lub już w trakcie snu, poprzez tak zwane "marzenia senne" albo wręcz nagłe wybudzenie ze snu. Toteż w pewnym okresie wiele z takich nagłych olśnień umykało mi, bo rano już się tego nigdy nie pamięta. Miałem więc przezornie w sypialni choćby słabe jakieś światełko, jakąś kartkę papieru i ołówek — na wyciągnięcie ręki (ołówek najlepiej się sprawdzał, bo był niezawodny) i w takiej chwili nagłego, niecałkowitego przebudzenia, gdy miałem w tym momencie w głowie gotowy tekst, jakieś słowa, których od dawna nie potrafiłem znaleźć — szybko zapisywałem to na kartce, nie do końca nawet wybudzony; takie hasła, słowa-klucze i natychmiast oczywiście znowu zapadałem w sen. Rano, dzięki tym zapiskom, bez problemu można było odtworzyć całą myśl lub szukane długo rozwiązanie gramatyczne.
Kiedyś, dawno temu, na zapleczu ogromnego, poniemieckiego gmaszyska, jesiennymi i zimowymi wieczorami, gdy wcześniej zapada zmierzch, spoglądałem przez okna na wewnętrzny, jakby "ukryty" ogród, niedostępny publicznie. Spoglądałem początkowo tak pobieżnie, nieuważnie, jakby przypadkowo, ale po pewnym czasie zdałem sobie sprawę, że coś mnie w nim intryguje, że jest w nim coś dziwnego, niepokojącego, zastanawiającego, może nawet znajomego. Że koniecznie muszę zrozumieć — co.
Gdy pracują już maszyny drukarskie, by wyprodukować mój tomik "Dzień pocałunków", jest teraz chwila oczekiwania, w której można wspomnieć o wierszach, które się w nim nie znalazły.
Tomik ten zawiera autorski, czyli absolutnie subiektywny wybór wierszy, by przekazać pewne przesłanie skierowane do czytelnika. Te wiersze składają się w pewien ciąg, pewną całość. Jakie jest to przesłanie — to już wkrótce czytelnik będzie mógł sam stwierdzić. Lecz to nie są jedyne wiersze.
Jednak wierszy nie da się zaprogramować tak choćby, jak tę stronę HTML; wiersze powstają spontanicznie a czasem wręcz "rodzą się", nieraz zaskakująco związane z doraźnym życiem, jego aktualnymi okolicznościami.
Często zdarza mi się coś, co nazywają "olśnieniem", gdy podświadomość bez naszej wiedzy i woli pracowicie przetwarza wszelkie, także te nie w pełni uświadomione informacje i odczucia, by wreszcie wyrzucić z siebie jakieś rozwiązanie, wniosek, puentę; nagle, o zaskakującej porze i w nieprzewidywalnych okolicznościach. Bywa to bardzo często nocą, podczas zasypiania lub już w trakcie snu, poprzez tak zwane "marzenia senne" albo wręcz nagłe wybudzenie ze snu. Toteż w pewnym okresie wiele z takich nagłych olśnień umykało mi, bo rano już się tego nigdy nie pamięta. Miałem więc przezornie w sypialni choćby słabe jakieś światełko, jakąś kartkę papieru i ołówek — na wyciągnięcie ręki (ołówek najlepiej się sprawdzał, bo był niezawodny) i w takiej chwili nagłego, niecałkowitego przebudzenia, gdy miałem w tym momencie w głowie gotowy tekst, jakieś słowa, których od dawna nie potrafiłem znaleźć — szybko zapisywałem to na kartce, nie do końca nawet wybudzony; takie hasła, słowa-klucze i natychmiast oczywiście znowu zapadałem w sen. Rano, dzięki tym zapiskom, bez problemu można było odtworzyć całą myśl lub szukane długo rozwiązanie gramatyczne.
Kiedyś, dawno temu, na zapleczu ogromnego, poniemieckiego gmaszyska, jesiennymi i zimowymi wieczorami, gdy wcześniej zapada zmierzch, spoglądałem przez okna na wewnętrzny, jakby "ukryty" ogród, niedostępny publicznie. Spoglądałem początkowo tak pobieżnie, nieuważnie, jakby przypadkowo, ale po pewnym czasie zdałem sobie sprawę, że coś mnie w nim intryguje, że jest w nim coś dziwnego, niepokojącego, zastanawiającego, może nawet znajomego. Że koniecznie muszę zrozumieć — co.
Ale jak?!
Szybko zdałem sobie sprawę, że bardzo dziwne jest w nim to, iż jest on zawsze dobrze wysprzątany, czysty, jest też każdego wieczora bardzo jasno oświetlony, ale jednocześnie — nigdy w nim nie widziałem nikogo, w każdym razie — nikogo z żywych... Było w tym coś dla mnie niepojętego, ten ogromny kontrast pomiędzy zadbaniem i oświetleniem a całkowitą pustką, pozorną bezużytecznością. To jest co najmniej nielogiczne... myślałem. I kiedyś, właśnie tak nagle wybudzony ze snu, zrozumiałem, że ten ogród — to ja!
Że jest on dla mnie lustrem.
Jest on przygotowany na nadejście kogoś godnego, aby w nim przebywał, by się nim cieszył; czy to na miarę życia, czy też na miarę wieczności. A więc ogród ten intrygował mnie tak bardzo nie bez powodu; był dla mnie jakby moim odbiciem. Więc to oczekiwanie — jest uzasadnieniem, być może nawet jedynym uzasadnieniem i usprawiedliwieniem wszelkich wysiłków; sprzątania, oświetlania, przycinania krzewów i kwiatów, zamiatania ścieżek. To jest logiczne i uzasadnione.
W ten sposób powstał wiersz.
Tajemnica
Jest on przygotowany na nadejście kogoś godnego, aby w nim przebywał, by się nim cieszył; czy to na miarę życia, czy też na miarę wieczności. A więc ogród ten intrygował mnie tak bardzo nie bez powodu; był dla mnie jakby moim odbiciem. Więc to oczekiwanie — jest uzasadnieniem, być może nawet jedynym uzasadnieniem i usprawiedliwieniem wszelkich wysiłków; sprzątania, oświetlania, przycinania krzewów i kwiatów, zamiatania ścieżek. To jest logiczne i uzasadnione.
W ten sposób powstał wiersz.
Tajemnica
Ogrodzie jesienny:
czemu żadna stopa
śladu nie zostawi
w twoich traw dziewiczych
samotnej połaci?
Czemu serce żadne
żarliwym swym rytmem
nie zagłuszy ciszy,
gęstej niczym opar
bezludnych pustkowi!
Kogo cieszyć mają
miłe światła kręgi,
cieniste przystanie,
dyskretne zakątki –
zachętą kuszące?
Ogrodzie mój dziwny:
jesteś zbyt świetlisty
jak na taką pustkę.
Albo – nazbyt pusty –
na tę światła jasność!
Wszak to nielogiczne,
aby dróżki sprzątać!
By oświetlać nocą
miejsce – do którego
nikt nigdy nie wchodzi!
*
… Takie to pytania
mrok mi podpowiada,
gdy przez okno patrzę –
milczeniem zdradzony,
w smutną noc deszczową.
Jedyną odpowiedź
zna już serce moje
gdy pustka dokoła:
że – jasny i czysty
czekasz
… na Anioła.
czemu żadna stopa
śladu nie zostawi
w twoich traw dziewiczych
samotnej połaci?
Czemu serce żadne
żarliwym swym rytmem
nie zagłuszy ciszy,
gęstej niczym opar
bezludnych pustkowi!
Kogo cieszyć mają
miłe światła kręgi,
cieniste przystanie,
dyskretne zakątki –
zachętą kuszące?
Ogrodzie mój dziwny:
jesteś zbyt świetlisty
jak na taką pustkę.
Albo – nazbyt pusty –
na tę światła jasność!
Wszak to nielogiczne,
aby dróżki sprzątać!
By oświetlać nocą
miejsce – do którego
nikt nigdy nie wchodzi!
*
… Takie to pytania
mrok mi podpowiada,
gdy przez okno patrzę –
milczeniem zdradzony,
w smutną noc deszczową.
Jedyną odpowiedź
zna już serce moje
gdy pustka dokoła:
że – jasny i czysty
czekasz
… na Anioła.
Paweł Antoni Baranowski 2012

Komentarze
Prześlij komentarz