Paweł Antoni Baranowski: dylematy i nostalgia. "Tak bym chciał spotkać ciebie"

Właściwie – to zjawisko aż banalne, tak często spotykane.
Często zastanawiamy się nad naszymi dawnymi decyzjami, ale szczególnie – nad tym, jak dalej potoczyły się nasze sprawy zupełnie bez naszej świadomej decyzji. Oczywiście jest to taka gra pozorów, bo nie wiemy i nigdy się nie dowiemy, jakie byłyby faktyczne skutki innej decyzji czy innych działań w tamtej sytuacji i tamtym czasie.
Stało się to kanwą wielu utworów i dzieł, najbardziej chyba popularne w znanych, przebojowych piosenkach, takich jak „Lubię wracać tam, gdzie byłem” duetu Wodecki i Młynarski, albo Czesława Niemena „Wiem, że nie wrócisz” i wiele, wiele innych.

Czas płynie bardzo szybko a każda decyzja lub wydarzenie ma swoje konkretne konsekwencje, o których przeważnie nie myślimy, nie potrafimy ich przewidzieć. Jest to też związane z pewną „względnością” wszystkiego; tym, że życie nie jest jaskrawe i jednoznaczne w swoich znaczeniach, ma różne aspekty dające różne oceny tego samego zdarzenia lub faktu. Sprawy dzieją się zależnie od naszych wyborów, od przypadków, a czasem wręcz przeciwnie; niezależnie od tego a po prostu dlatego, że „tak się godzi”, tak wypada, tak jest w zwyczaju itp.
Czasem jednak lubimy wracać do przeszłości, wspomnień i zastanawiać się nad tym, co by było, gdyby kiedyś, w danej "kluczowej" chwili stało się inaczej, niż się stało...
Jest to tak zwana „przestrzeń wariantów”, ale jednocześnie wiemy, że wszystko, co się nie zdarzyło – nie podlega realnej cenie, pozostając jedynie „byłą możliwością”.

Czasem jednak w chwili rozterki, w chwili samotności, lubimy wracać w myślach do tych dawnych „byłych możliwości”...

Kiedyś, także pod wpływem takiego nastroju napisałem wiersz pod tytułem...

„Gdyby nie było burzy”

Tak bym chciał spotkać Ciebie.
Ot tak – po prostu, zwyczajnie,
szarym, smutnym wieczorem
na którejś szarej ulicy.

Poznałbym Cię z daleka
po... nagłym skurczu serca,
przez błyskawicę w pamięci –
między nadzieją a lękiem.
Dzięki sylwetce tak znanej
od bardzo wielu już lat.
Po uśmiechu, którego
nie mogłem zapamiętać.

Raz jeszcze chciałbym spojrzeć
w kojące jasnością oczy,
błyszczące spokojem błękitnym,
choćby już nie tak czyste
jakie z dawna pamiętam.
Ogrzać Twą drobną dłoń,
zimną od złotej obrączki,
długim, serdecznym uściskiem.

Powiedzieć kilka zdań,
kilka banalnych słów
wcale nie wspominając
o – razem przez nas wyśnionym –
niewinnym pocałunku,
tak doskonale czystym
w swej nielegalności.
Powiedzieć: do widzenia.
Do zobaczenia.
...wkrótce?

Przed siebie idąc, na oślep,
potrącając przechodniów,
uśmiechać się do swych myśli.
Podziwiać cudowną tęczę
błyszczącą wewnątrz serca,
promieniejącą barwami
jak w deszczu iskier krwistych
i w bólu oszlifowany – diament.

Choć trudno się z tym pogodzić,
widocznie tak być musiało;
bo tęczy by nie było –
gdyby nie było burzy.
A wtedy... zostałby tylko
sam – wieczny, bezdenny smutek
w szare smutne wieczory,
na którejś szarej ulicy...

Paweł Antoni Baranowski  2003

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Paweł Antoni Baranowski; "Dzień pocałunków" - próba powrotu do uczuciowości i estetyki poezji romantycznej.

Paweł Antoni Baranowski; Ta chwila...