Paweł Antoni Baranowski; „Cisza i mrok”
Jeszcze jeden wiersz z tych, które nie znalazły się w tomiku "Dzień pocałunków". Mam nadzieję, że mimo pewnego opóźnienia "z przyczyn niezależnych" mój tomik "Dzień pocałunków" już wkrótce znajdzie się w sprzedaży, mam też nadzieję, że publikowane tutaj inne wiersze oraz informacje o mnie, zachęcą Państwa do zapoznania się z tym autorskim wyborem wierszy, starannie wydanym przez wydawnictwo Pan Wydawca.
Tymczasem przedstawiam Państwu jeszcze jeden wiersz spoza wspomnianego tomiku; jego interpretacja jak sądzę, nie jest potrzebna; wskazówką jest tu nawiązanie do dramatycznych postaci Romea i Julii, stworzonych przez genialnego autora, Williama Szekspira.
Cisza i mrok
Tymczasem przedstawiam Państwu jeszcze jeden wiersz spoza wspomnianego tomiku; jego interpretacja jak sądzę, nie jest potrzebna; wskazówką jest tu nawiązanie do dramatycznych postaci Romea i Julii, stworzonych przez genialnego autora, Williama Szekspira.
Cisza i mrok
Siedzę w ciszy i mroku
z myślą skupioną w iskierce
dogasającego płomienia.
Wybuchł nie wiedzieć kiedy
i zabłysł tak gwałtownie
w ponury dzień lutowy.
Może trafił na suszę?
Na sprzyjające warunki?
A może i bez tego
i tak by nagle zapłonął
od pierwszego spojrzenia?
Lecz cóż; nie wiedzieć czemu
nie był nikomu potrzebny,
bo dawno wyszło z mody,
jako zbyt kłopotliwe –
podsycanie płomienia.
Choć nikt go nie potrzebował
palił się sam dla siebie.
Spalał samego siebie,
by wysłać jasny sygnał
ciepła domowego ogniska,
daremnie oczekując
roziskrzonego spojrzenia.
Nie podtrzymany, niestety
choćby lichym drewienkiem
cierpiał bardzo długo
na niedobór energii.
I kiedy wreszcie zrozumiał,
że oszukał sam siebie
swą śmieszną łatwopalnością –
z rozczarowania i żalu
nadzieję stracił i... zgasł.
To bardzo smutny widok:
płomyczek dogasający –
z poświatą cudowną i świętą.
To bardzo smutny widok!
Widok, którego nie znali
tylko... Romeo z Juliettą
z myślą skupioną w iskierce
dogasającego płomienia.
Wybuchł nie wiedzieć kiedy
i zabłysł tak gwałtownie
w ponury dzień lutowy.
Może trafił na suszę?
Na sprzyjające warunki?
A może i bez tego
i tak by nagle zapłonął
od pierwszego spojrzenia?
Lecz cóż; nie wiedzieć czemu
nie był nikomu potrzebny,
bo dawno wyszło z mody,
jako zbyt kłopotliwe –
podsycanie płomienia.
Choć nikt go nie potrzebował
palił się sam dla siebie.
Spalał samego siebie,
by wysłać jasny sygnał
ciepła domowego ogniska,
daremnie oczekując
roziskrzonego spojrzenia.
Nie podtrzymany, niestety
choćby lichym drewienkiem
cierpiał bardzo długo
na niedobór energii.
I kiedy wreszcie zrozumiał,
że oszukał sam siebie
swą śmieszną łatwopalnością –
z rozczarowania i żalu
nadzieję stracił i... zgasł.
To bardzo smutny widok:
płomyczek dogasający –
z poświatą cudowną i świętą.
To bardzo smutny widok!
Widok, którego nie znali
tylko... Romeo z Juliettą
Paweł Antoni Baranowski 2004
Komentarze
Prześlij komentarz